to mój nowy blog
wtorek, 17 stycznia 2012
wtorek, 10 stycznia 2012
24
Wzięłam w obydwie ręce po 2 kubki, i weszłam do pokoju.
Postawiłam przed willow kubek kakao, jadenowi cherbatę, a sobie i justinowi kawę, sobie rozpuszczalną, a dla jusa normalną, bo jedzie na nockę.
Zastanawiałam się, co będę robić jak on pojedzie.
Wystawiłam keks ananasowy z wiśniami na talerz, i postawiłam na stole.
Straciłam ochotę na cokolwiek.
Jak na keks i kawę, tak na wszystko inne.
Po chwili usłyszałam za oknem jakiś strzał, a z pokoiku wyszedł justin.
Poczułam nagłe osłabienie, i upadłam na podłogę.
Dalej nic nie pamiętam.
************
Gdy się obudziłam, nad sobą zobaczyłam twarz Chada.
Wydawała mi się jakaś dziwnie... Zniekształcona.
Dziwnie... Piękna?
Co ja gadam, to chłopak mojej siostry.
Ale jej tu nie ma...
Ale to nie wyklucza tego, jakie mogą być konsekwencje...
Tak wyglądała walka mojego pożądania, z sumieniem.
Nagle, nie świadoma niczego, a tym bardziej konsekwencji jakie mogą z tego wyniknąć, pocałowałam go.
On objął mnie mocno, i lekko wsunął się na miejsce obok mnie.
Całował mnie namiętnie, nie wiedziałam, czemu to robi.
Chciałam tego, ale nie wiem czemu.
To przecież nie moralne.
Ale pragnęłam tego, jak nigdy wcześniej, chyba że ten pierwszy raz z justinem.
-gdzie justin?-spytałam nagle wystraszona.
-nie ma...-szepnął chad w moje usta
byłam pewna, że nikogo nie ma w domu.
Chad znów mnie pocałował, a ja wpiłam się w jego wargi jak narkomanka w koke.
*********
kiedy wyszłam do szkoły, było już za 10 ósma.
Weszłam do budynku, było za pięć.
Bałam się, ale nie wiem czemu.
Idę przez korytarz, i nic nie widzę.
Nie wiem dlaczego.
Nawet nie wiem kiedy, doszłam do szatni, a potem po schodach pod klasę.
Nie wiem jak, ale nagle zderzyłam się z kimś.
Puźniej okazało się, że to Michael z trzeciej.
W pierwszej klasie gimnazjum się w nim kochałam.
Czerwona jak burak poszłam pod klasę.
*********
-czyli x, równa się 14.-zakończyła anka stanowczo.
Dopiero teraz się zorietowałam, że odpowiada, i źle rozwiązała działanie.
Niemo podałam jej prawidłową odpowiedź.
-nie, zaraz, 15.-poprawiła się.
-dzięki-powiedziała, gdy wruciła na miejsce.
Przez całą lekcje, pisałam z nią na gg w komurce.
Gdy zadzwonił dzwonek, jako pierwsza zerwałam się z miejsca i wyszłam z klasy.
I jakby los chciał mi dosiec, znów zderzyłam się z michaelem.
-powtarzasz się...-powiedział, i lekko dotknął mojego policzka.
-to ty się powtarzasz-odepchnęłam go od siebie, i poszłam dalej.
*********
wróciłam na hate strasznie zsapana.
Nikogo nie było.
Postanowiłam trochę ogarnąć, i siebie i dom.
Założyłam to, i puściłam świąteczną płytę jusa.
Ale po chwili się zreflektowałam, i ją wyłączyłam.
Justin ma nagrania, jacob w żłobku, jaden i willow pojechali nagrywać drugą część karate kid, a ja?
Posprzątałam cały dom, i nie wiedziałam co ze sobą począć.
Na szczęście, z odsieczą przybył mi mój niezawodny narzeczony.
Wszedł do pokoju i od razu mnie przytulił.
Gdy mnie pocałował, znowu zakręciło mi się w głowie.
Przypomniało mi się bowiem, co ja mu zrobiłam.
Zdradziłam go.
Jeśli się dowie...
Ma prawo wywalić mnie z domu.
Ma prawo nie wpuścić mnie do niego przez następne...100 lat.
-coś cię gryzie...-wyszeptał.
-nie, tylko...-po tych słowach z płaczem pobiegłam do sypialni.
Zamknęłam się od środka.
-Sally, co ci jest?
-Zostaw mnie Justin, błagam!
-sally, albo otwierasz, albo wywarzę drzwi!
Poderwałam się z podłogi i otworzyłam.
-co się z tobą dzieje, sally, jesteś jakaś... Nie wiem...
Zaczęłam szlochać jeszcze mocniej.
-przepraszam... To moja wina...-usiadł koło mnie i objął mocno-nie wiesz, Sally, jak ja bardzo cię kocham...
-justin... Ja już nie mogę... Kocham cię, ale... Nie wytrzymuję tego stałego napięcia. Cb nigdy nie ma w domu, na prawdę... Wszystko się przewraca do góry nogami, a ja jestem tylko tego ofiarą.
-wiesz... Rzucam to.-powiedział stanowczo
-co?
-rzucam tą całą sławę. Dla cb. I dla małego.
-nie możesz, Justin!
-nie mogę? Jeszcze kilka miesięcy temu twierdziłaś że ja wszystko mogę, że wszystko mi wolno. Za bardzo cię kocham żeby tego nie zrobić.
Po prostu to rzucam.-po tych słowach pocałował mnie tak, jak nigdy dotąd nie całował.
Poczułam że on kocha tylko mnie.
Że już nic więcej nie pragnę.
Tylko jego.
Jego dotyku, pocałunków, pieszczot...
Z chadem... To nie było to samo.
Ja kocham Justina, i tylko jego będę kochać.
Na wieki.
*********
-ja, Justin Drew Bieber... Biorę sobie cb, Sally, Za żonę, i przysięgam Ci, Miłość, wierność, i uczciwość małżeńską, i że nie opuszczę cię aż do śmierci...-wsłuchiwałam się w tę formułkę z łzami w oczach, i również z nimi, wypowiedziałam podobne słowa.
Jeszcze chwilka.
Po sekundzie, zobaczyłam Jacoba zmierzającego z obrączkami w naszą stronę.
Miał dociero półtora roku, a tak dobrze sobie radził z taką wielką, czerwoną poduchą.
-kocham cię...-szepnął Jus, nakładając mi na palec obrączkę z czystego złota.
-ja cb też-odpowiedziałam, i założyłam mu jego obrączkę.
Nie czekając na słowa kapłana, rzuciłam mu się na szyję, namiętnie całując.
Zapłakane matki i Amy <po psychiatryku się nieco zmieniła> zaczęły klaskać i gwizdać, ale ja i tak nie odwracałam wzroku z mojego, już można powiedzieć, męża.
-kocham cię...-szepnęłam jeszcze raz, i po raz kolejny oddałam się jego namiętnym pocałunkom.
************
trochę nudne, nie?
Ale przynajmiej długie, i to już niestety koniec.
Nie mam już siły do prowadzenia blogów.
Jest 22.41, wigilia bożego narodzenia, jeżę w łóżku i piszę.
Na słuchawkach słyszę common denominator, a ja sama co chwilę złażę z górnego łużka piętrowego, i zaglądam do szuflady, gdzie leży moja nowiutka płyta Justinka: Under the Mistletoe.
O bosch, co ja bym bez cb ciociu zrobiła!
Nie mam już na nic siły, jedynie jeszcze na to, by napisać o nowym blogu o justinku, oczywistość że moim.
Będzie trochę inny niż ten, ale przynajmiej ciekawszy, bo mam lepszy pomysł.
Informacje podam jak już będę coś więcej miała <przynajmniej pierwszy post>, ok? Proszę o komentowanie całokształtu tego bloga.
I dzięki, że byliście ze mną przez cały ten czas.
Dziękuję.
PS. sorry że dodaję dopiero teraz, ale miałam szlaban na kompa, jeszcze raz dzięki,
kicia
Postawiłam przed willow kubek kakao, jadenowi cherbatę, a sobie i justinowi kawę, sobie rozpuszczalną, a dla jusa normalną, bo jedzie na nockę.
Zastanawiałam się, co będę robić jak on pojedzie.
Wystawiłam keks ananasowy z wiśniami na talerz, i postawiłam na stole.
Straciłam ochotę na cokolwiek.
Jak na keks i kawę, tak na wszystko inne.
Po chwili usłyszałam za oknem jakiś strzał, a z pokoiku wyszedł justin.
Poczułam nagłe osłabienie, i upadłam na podłogę.
Dalej nic nie pamiętam.
************
Gdy się obudziłam, nad sobą zobaczyłam twarz Chada.
Wydawała mi się jakaś dziwnie... Zniekształcona.
Dziwnie... Piękna?
Co ja gadam, to chłopak mojej siostry.
Ale jej tu nie ma...
Ale to nie wyklucza tego, jakie mogą być konsekwencje...
Tak wyglądała walka mojego pożądania, z sumieniem.
Nagle, nie świadoma niczego, a tym bardziej konsekwencji jakie mogą z tego wyniknąć, pocałowałam go.
On objął mnie mocno, i lekko wsunął się na miejsce obok mnie.
Całował mnie namiętnie, nie wiedziałam, czemu to robi.
Chciałam tego, ale nie wiem czemu.
To przecież nie moralne.
Ale pragnęłam tego, jak nigdy wcześniej, chyba że ten pierwszy raz z justinem.
-gdzie justin?-spytałam nagle wystraszona.
-nie ma...-szepnął chad w moje usta
byłam pewna, że nikogo nie ma w domu.
Chad znów mnie pocałował, a ja wpiłam się w jego wargi jak narkomanka w koke.
*********
kiedy wyszłam do szkoły, było już za 10 ósma.
Weszłam do budynku, było za pięć.
Bałam się, ale nie wiem czemu.
Idę przez korytarz, i nic nie widzę.
Nie wiem dlaczego.
Nawet nie wiem kiedy, doszłam do szatni, a potem po schodach pod klasę.
Nie wiem jak, ale nagle zderzyłam się z kimś.
Puźniej okazało się, że to Michael z trzeciej.
W pierwszej klasie gimnazjum się w nim kochałam.
Czerwona jak burak poszłam pod klasę.
*********
-czyli x, równa się 14.-zakończyła anka stanowczo.
Dopiero teraz się zorietowałam, że odpowiada, i źle rozwiązała działanie.
Niemo podałam jej prawidłową odpowiedź.
-nie, zaraz, 15.-poprawiła się.
-dzięki-powiedziała, gdy wruciła na miejsce.
Przez całą lekcje, pisałam z nią na gg w komurce.
Gdy zadzwonił dzwonek, jako pierwsza zerwałam się z miejsca i wyszłam z klasy.
I jakby los chciał mi dosiec, znów zderzyłam się z michaelem.
-powtarzasz się...-powiedział, i lekko dotknął mojego policzka.
-to ty się powtarzasz-odepchnęłam go od siebie, i poszłam dalej.
*********
wróciłam na hate strasznie zsapana.
Nikogo nie było.
Postanowiłam trochę ogarnąć, i siebie i dom.
Założyłam to, i puściłam świąteczną płytę jusa.
Ale po chwili się zreflektowałam, i ją wyłączyłam.
Justin ma nagrania, jacob w żłobku, jaden i willow pojechali nagrywać drugą część karate kid, a ja?
Posprzątałam cały dom, i nie wiedziałam co ze sobą począć.
Na szczęście, z odsieczą przybył mi mój niezawodny narzeczony.
Wszedł do pokoju i od razu mnie przytulił.
Gdy mnie pocałował, znowu zakręciło mi się w głowie.
Przypomniało mi się bowiem, co ja mu zrobiłam.
Zdradziłam go.
Jeśli się dowie...
Ma prawo wywalić mnie z domu.
Ma prawo nie wpuścić mnie do niego przez następne...100 lat.
-coś cię gryzie...-wyszeptał.
-nie, tylko...-po tych słowach z płaczem pobiegłam do sypialni.
Zamknęłam się od środka.
-Sally, co ci jest?
-Zostaw mnie Justin, błagam!
-sally, albo otwierasz, albo wywarzę drzwi!
Poderwałam się z podłogi i otworzyłam.
-co się z tobą dzieje, sally, jesteś jakaś... Nie wiem...
Zaczęłam szlochać jeszcze mocniej.
-przepraszam... To moja wina...-usiadł koło mnie i objął mocno-nie wiesz, Sally, jak ja bardzo cię kocham...
-justin... Ja już nie mogę... Kocham cię, ale... Nie wytrzymuję tego stałego napięcia. Cb nigdy nie ma w domu, na prawdę... Wszystko się przewraca do góry nogami, a ja jestem tylko tego ofiarą.
-wiesz... Rzucam to.-powiedział stanowczo
-co?
-rzucam tą całą sławę. Dla cb. I dla małego.
-nie możesz, Justin!
-nie mogę? Jeszcze kilka miesięcy temu twierdziłaś że ja wszystko mogę, że wszystko mi wolno. Za bardzo cię kocham żeby tego nie zrobić.
Po prostu to rzucam.-po tych słowach pocałował mnie tak, jak nigdy dotąd nie całował.
Poczułam że on kocha tylko mnie.
Że już nic więcej nie pragnę.
Tylko jego.
Jego dotyku, pocałunków, pieszczot...
Z chadem... To nie było to samo.
Ja kocham Justina, i tylko jego będę kochać.
Na wieki.
*********
-ja, Justin Drew Bieber... Biorę sobie cb, Sally, Za żonę, i przysięgam Ci, Miłość, wierność, i uczciwość małżeńską, i że nie opuszczę cię aż do śmierci...-wsłuchiwałam się w tę formułkę z łzami w oczach, i również z nimi, wypowiedziałam podobne słowa.
Jeszcze chwilka.
Po sekundzie, zobaczyłam Jacoba zmierzającego z obrączkami w naszą stronę.
Miał dociero półtora roku, a tak dobrze sobie radził z taką wielką, czerwoną poduchą.
-kocham cię...-szepnął Jus, nakładając mi na palec obrączkę z czystego złota.
-ja cb też-odpowiedziałam, i założyłam mu jego obrączkę.
Nie czekając na słowa kapłana, rzuciłam mu się na szyję, namiętnie całując.
Zapłakane matki i Amy <po psychiatryku się nieco zmieniła> zaczęły klaskać i gwizdać, ale ja i tak nie odwracałam wzroku z mojego, już można powiedzieć, męża.
-kocham cię...-szepnęłam jeszcze raz, i po raz kolejny oddałam się jego namiętnym pocałunkom.
************
trochę nudne, nie?
Ale przynajmiej długie, i to już niestety koniec.
Nie mam już siły do prowadzenia blogów.
Jest 22.41, wigilia bożego narodzenia, jeżę w łóżku i piszę.
Na słuchawkach słyszę common denominator, a ja sama co chwilę złażę z górnego łużka piętrowego, i zaglądam do szuflady, gdzie leży moja nowiutka płyta Justinka: Under the Mistletoe.
O bosch, co ja bym bez cb ciociu zrobiła!
Nie mam już na nic siły, jedynie jeszcze na to, by napisać o nowym blogu o justinku, oczywistość że moim.
Będzie trochę inny niż ten, ale przynajmiej ciekawszy, bo mam lepszy pomysł.
Informacje podam jak już będę coś więcej miała <przynajmniej pierwszy post>, ok? Proszę o komentowanie całokształtu tego bloga.
I dzięki, że byliście ze mną przez cały ten czas.
Dziękuję.
PS. sorry że dodaję dopiero teraz, ale miałam szlaban na kompa, jeszcze raz dzięki,
kicia
poniedziałek, 14 listopada 2011
Rozdział 23
<5 miesięcy puźniej>
(włączcie tą piosenkę i czytajcie, dalej będzie następna)
stanęłam na palcach by dosięgnąć czubka choinki, chciałam nałożyć na niego gwiazdę.
Ktoś nagle złapał mnie pod biodra, i podniósł.
Słuchałam właśnie najpiękniejszej piosenki pod słońcem, czyli najnowszej Jusa.
<ta powyżej>
gdy zakończyłam przedwczesne strojenie drzewka, obruciłam się w jego stronę i namiętnie pocałowałam.
To były nasze pierwsze rodzinne święta, chciałam by były one idealne.
Nasze igraszki przerwał krzyk mojego ośmiomięśiecznego synka.
Oderwałam się od mojego ukochanego, i poszłam do pokoiku Jacoba.
Ten stał w łóżeczku opierając się o barierki.
Gdy mnie zobaczył, ucichł, i zaczął gryźć miejsce pomiędzy swoimi rączkami na barierce.
-ohh, kochanie...-szepnęłam, i wyciągnęłam, go z łóżeczka.
Ten wtulił się we mnie, i złożył do ustek smoczek, bez którego by się nie obszedł.
Gdy udało mi się wreszcie go uśpić, poszłam do pokoju, gdzie leciała kolejna piosenka ze świątecznej płyty justina.
Fa la la...
Jus wziął mnie za rękę i zaczął kręcić w rytm melodii.
Nie chciałam kończyć tej chwili, ale Justin miał inne plany co do mnie.
Położył mnie lekko na łóżku, i zaczął całować po szyi.
Po krótkiej chwili, znowu odezwał się płacz z sąsiedniego pokoju.
-teraz ty...-szepnęłam udając wielce zmęczoną.
Chciałam choć jeszcze trochę tu pobyć sam na sam z moim przyszłym mężem, ale los chciał inaczej.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
I znowu płacz.
Poszłam otworzyć.
Nie zdążyłam dobrze odkręcić gałki, a do mieszkania wskoczyła roześmiana buzia willow.
Willow, jak nie wiecie, to młodsza siostra Jadena Smitha,
a jak jeszcze nie kojażycie, to są dzieci Willa Smitha, a jak jeszcze nie kumacie, to jesteście ułomni.<sorka, jak kogoś uraziłam, żarcik taki, ale żeby nie wiedzieć?!>
Willow zaczęła skakać po całym przedpokoju, śpiewając jakąś hip-hopową wersję merry christmas.
Za nią wszedł Jaden.
-sorka za nią, ale tak chciała zobaczyć małego, że się zgodziłem.-powiedział, a gdy jego siostra oddaliła się do łazienki, dodał:- gówniara ma jedenaście lat, a zachowuje się gorzej niż bachor.
-wiem, poczekaj chwilę, idę zobaczyć, co z jusem.
Gdy uchyliłam lekko drzwi, znaczyłam, że justin stoi tyłem do mnie, przy oknie, z małym na rękach i śpiewa jedną z najpiękniejszych kolęd pod słońcem <Silent Night> i lekko kołysze dziecko.
Prawie się popłakałam, i dopiero po chwili zauważyłam że jus już nie śpiewa.
Wtedy przypomniałam sobie też, że mamy gości.
Pobiegłam szybko do kuchni, by przygotować coś do picia, i wyłożyć ciasto z blachy.
************
wiem, rozdział krótki, ale coś w nim jest...
Jakaś harmonia świąt...
Ten ich czar...
Uwielbiam te chwile, gdy siedzę w ciemnościach, otulona kocem, z kubkiem gorącej czekolady, wpatrując się w płatki śniegu wirujących w świetle latarni.
Po chwili przychodzi mój chłopak i siedzimy tak pół nocy...
W tamtym roku często tak bywało, a teraz...
Kocham zimę tylko za te parę dni...
A święta nie kocham za prezenty, tylko za to że widzę wreszcie mojego dziadka, którego prawie nigdy nie ma w domu.
Dziękujmy Bogu, za te piękne święta, i że możemy dzięki nim być wszyscy razem.
Dziękuję, i życzę zdrowych i wesołych świąt.
(włączcie tą piosenkę i czytajcie, dalej będzie następna)
stanęłam na palcach by dosięgnąć czubka choinki, chciałam nałożyć na niego gwiazdę.
Ktoś nagle złapał mnie pod biodra, i podniósł.
Słuchałam właśnie najpiękniejszej piosenki pod słońcem, czyli najnowszej Jusa.
<ta powyżej>
gdy zakończyłam przedwczesne strojenie drzewka, obruciłam się w jego stronę i namiętnie pocałowałam.
To były nasze pierwsze rodzinne święta, chciałam by były one idealne.
Nasze igraszki przerwał krzyk mojego ośmiomięśiecznego synka.
Oderwałam się od mojego ukochanego, i poszłam do pokoiku Jacoba.
Ten stał w łóżeczku opierając się o barierki.
Gdy mnie zobaczył, ucichł, i zaczął gryźć miejsce pomiędzy swoimi rączkami na barierce.
-ohh, kochanie...-szepnęłam, i wyciągnęłam, go z łóżeczka.
Ten wtulił się we mnie, i złożył do ustek smoczek, bez którego by się nie obszedł.
Gdy udało mi się wreszcie go uśpić, poszłam do pokoju, gdzie leciała kolejna piosenka ze świątecznej płyty justina.
Fa la la...
Jus wziął mnie za rękę i zaczął kręcić w rytm melodii.
Nie chciałam kończyć tej chwili, ale Justin miał inne plany co do mnie.
Położył mnie lekko na łóżku, i zaczął całować po szyi.
Po krótkiej chwili, znowu odezwał się płacz z sąsiedniego pokoju.
-teraz ty...-szepnęłam udając wielce zmęczoną.
Chciałam choć jeszcze trochę tu pobyć sam na sam z moim przyszłym mężem, ale los chciał inaczej.
Nagle zadzwonił dzwonek do drzwi.
I znowu płacz.
Poszłam otworzyć.
Nie zdążyłam dobrze odkręcić gałki, a do mieszkania wskoczyła roześmiana buzia willow.
Willow, jak nie wiecie, to młodsza siostra Jadena Smitha,
a jak jeszcze nie kojażycie, to są dzieci Willa Smitha, a jak jeszcze nie kumacie, to jesteście ułomni.<sorka, jak kogoś uraziłam, żarcik taki, ale żeby nie wiedzieć?!>
Willow zaczęła skakać po całym przedpokoju, śpiewając jakąś hip-hopową wersję merry christmas.
Za nią wszedł Jaden.
-sorka za nią, ale tak chciała zobaczyć małego, że się zgodziłem.-powiedział, a gdy jego siostra oddaliła się do łazienki, dodał:- gówniara ma jedenaście lat, a zachowuje się gorzej niż bachor.
-wiem, poczekaj chwilę, idę zobaczyć, co z jusem.
Gdy uchyliłam lekko drzwi, znaczyłam, że justin stoi tyłem do mnie, przy oknie, z małym na rękach i śpiewa jedną z najpiękniejszych kolęd pod słońcem <Silent Night> i lekko kołysze dziecko.
Prawie się popłakałam, i dopiero po chwili zauważyłam że jus już nie śpiewa.
Wtedy przypomniałam sobie też, że mamy gości.
Pobiegłam szybko do kuchni, by przygotować coś do picia, i wyłożyć ciasto z blachy.
************
wiem, rozdział krótki, ale coś w nim jest...
Jakaś harmonia świąt...
Ten ich czar...
Uwielbiam te chwile, gdy siedzę w ciemnościach, otulona kocem, z kubkiem gorącej czekolady, wpatrując się w płatki śniegu wirujących w świetle latarni.
Po chwili przychodzi mój chłopak i siedzimy tak pół nocy...
W tamtym roku często tak bywało, a teraz...
Kocham zimę tylko za te parę dni...
A święta nie kocham za prezenty, tylko za to że widzę wreszcie mojego dziadka, którego prawie nigdy nie ma w domu.
Dziękujmy Bogu, za te piękne święta, i że możemy dzięki nim być wszyscy razem.
Dziękuję, i życzę zdrowych i wesołych świąt.
poniedziałek, 7 listopada 2011
rozdział 22
Gdy dojechaliśmy na miejsce, wciąż nie wiedziałam gdzie jesteśmy.
a to jest nasza sypialnia:


Zaciemniane szyby pick-upa ( nie wiem jak to się pisze, ale myślę że dobrze) spełniały swoją rolę.
Justin zakrył mi oczy i wyprowadził z auta.
Po kilkunastu niepewnych krokach, poczułam że wchodzimy na podwyższenie.
Jus, <tak myślę po dźwiękach > otworzył jakieś drzwi.
Po chwili odkrył mi oczy, a ja ujrzałam wnętrze najpiękniejszego salonu pod słońcem, już całkiem umeblowanego.
Mój ukochany wziął ze stołu pilot i włączył piosenkę.
złapał mnie za biodra, i zaczęliśmy tańczyć po całym domu.
potem cały zwiedziłam.
Były dwa salony, jeden <który już widzieliście> i drugi, połączony z kuchnią.
to są dwa z wielu zdjęć które zrobiłam by wysłać mamie:
to była kuchnia.

a to parę zdjęć z pokoiku Jacoba:

ten dom naprawdę mi się podobał.
nie mogłam się doczekać ,
aż będziemy mogli się wprowadzać...
- Jutro możemy się wprowadzać...- szepnął Jus, jakby czytał w moich myślach...
**************************
Przepraszam że tak krótko, i że zdjęcia zamiast linków, ale nie miałam za bardzo czasu.
muszę kończyć, bo zara tata dzwoni, i dowiem się czy przyjeżdża z delegacji dzisiaj czy jutro.
nie mogę się doczekać, świąt, bo dostanę nową płyte Justina od cioci.
Under to the mistletoe czyli: pod jemiołą.
oczywiście wszystkie piosenki mam już na telefonie, na który mam szlaban do końca roku, ale to szczegół.
oczekuję szczerych komentarzy,
Z góry dzięki
kicia
Rozdział 21
Wyskoczyłam z auta jak poparznoa, i podbiegłam pędem do drzwi domku letniskowego, w którym Amy i Chad spędzają wakacje.
Zaczęłam bezwładnie łomotać w drzwi.
Nikt nie otwierał.
Nagle poczułam, na ramieniu czyjąś dłoń, i odwruciłam się.
-ja ciągle mam klucze...-powiedział chad.
Uśmiechnął się do mnie, i lekko odsunął mnie na bok.
Otworzył drzwi, i wszedł do środka.
Było pusto.
Chad wszedł do góry po schodach, i skręcił w prawo.
Stanął przed białymi drzwiami, takimi zwykłymi.
-jest tu.-powiedział stanowczo, i otworzył je.
Pokój był zwyczajny, pomalowany na biało, w rogu stało łóżko, i szafka.
Na przeciwko stały szafa i komody.
Spojrzałam przed siebie.
W oknie stała Amy, trzymała w rękach dziecko, i patrzyła nie widzącym wzrokiem, w okno, tak, jakby chciała dostrzec wyrokiem za choryzont.
Chciałam podbiec do niej, i zacząć wykrzykiwać co o niej myślę, ale Chad mnie powstrzymał.
Wyszłam z pokoju, w którym został tylko on, moja siostra, i syn.
Oparłam się o ścianę, powoli zsówając się po niej na podłogę.
Z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze krople.
Justin usiadł koło mnie.
Nie patrzyłam na niego, ale czułam, jak również jego łzy ściekają po mojej duszy.
Ostatnio, czułam się tak gdy miałam sześć lat, gdy dowiedziałam się, że umarł dziadek.
-wszystko będzie dobrze Sally... Chad z nią porozmawia.
-Czemu ty jej ciągle bronisz?-spytałam przez łzy
-ja jej nie bronię, tylko...- nie miał odpowiedzi.
to Chad zazwyczaj był mistrzem ciętej riposty.
po chwili drzwi się otworzyły, i wyszedł Chad, trzymając na rękach Jacoba.
odrazu chwyciłam moje maleństwo w ramiona, i mocno przycisnęłam.
Justin też przyłączył się do tych czułości.
przez następne kilka dni było dobrze, tylko jedno mnie niepokoiło.
Gdzie jest moja siostra...?
*********************
już niedługo następny rozdział, morze uda mi się dodać go jeszcze dzisiaj, ale nie obiecuję.
proszę o szczere komentarze.
kicia
Zaczęłam bezwładnie łomotać w drzwi.
Nikt nie otwierał.
Nagle poczułam, na ramieniu czyjąś dłoń, i odwruciłam się.
-ja ciągle mam klucze...-powiedział chad.
Uśmiechnął się do mnie, i lekko odsunął mnie na bok.
Otworzył drzwi, i wszedł do środka.
Było pusto.
Chad wszedł do góry po schodach, i skręcił w prawo.
Stanął przed białymi drzwiami, takimi zwykłymi.
-jest tu.-powiedział stanowczo, i otworzył je.
Pokój był zwyczajny, pomalowany na biało, w rogu stało łóżko, i szafka.
Na przeciwko stały szafa i komody.
Spojrzałam przed siebie.
W oknie stała Amy, trzymała w rękach dziecko, i patrzyła nie widzącym wzrokiem, w okno, tak, jakby chciała dostrzec wyrokiem za choryzont.
Chciałam podbiec do niej, i zacząć wykrzykiwać co o niej myślę, ale Chad mnie powstrzymał.
Wyszłam z pokoju, w którym został tylko on, moja siostra, i syn.
Oparłam się o ścianę, powoli zsówając się po niej na podłogę.
Z moich oczu zaczęły spływać pojedyncze krople.
Justin usiadł koło mnie.
Nie patrzyłam na niego, ale czułam, jak również jego łzy ściekają po mojej duszy.
Ostatnio, czułam się tak gdy miałam sześć lat, gdy dowiedziałam się, że umarł dziadek.
-wszystko będzie dobrze Sally... Chad z nią porozmawia.
-Czemu ty jej ciągle bronisz?-spytałam przez łzy
-ja jej nie bronię, tylko...- nie miał odpowiedzi.
to Chad zazwyczaj był mistrzem ciętej riposty.
po chwili drzwi się otworzyły, i wyszedł Chad, trzymając na rękach Jacoba.
odrazu chwyciłam moje maleństwo w ramiona, i mocno przycisnęłam.
Justin też przyłączył się do tych czułości.
przez następne kilka dni było dobrze, tylko jedno mnie niepokoiło.
Gdzie jest moja siostra...?
*********************
już niedługo następny rozdział, morze uda mi się dodać go jeszcze dzisiaj, ale nie obiecuję.
proszę o szczere komentarze.
kicia
Avril Lavinge
piosenka, mój teledysk
robiłam sama
może być trochę źle zmontowane, bo robiłam to w nocy i miałam trochę mało czasu
więc wiecie
komentujcie!!!
z góry dzięki
Kicia
sobota, 29 października 2011
przepraszam...
przepraszam że nie dodaję rozdziałów, ale naprawdę, nie mam weny...
nikt prawie nie komentuje, a ja potrzebuję weny, i pomysłów!
jeśli chcecie różne napisy, kolorowe lub cokolwiek, to piszcie w komentarzach, będę je robić.
i wejdźcie na
http://www.glitery.pl/polecam,kiciaendmalina
dzięki wam będę mogła robić glitery za free.
i wchodźcie na mojego drugiego bloga:
z góry dzięki
kicia
Subskrybuj:
Posty (Atom)



